08.06.2017

W zdrowym ciele zdrowy duch…

Moja ostatnia wyprawa w Himalaje pozwoliła mi nie tylko oczyścić umysł… Dzięki pieszym wędrówkom i specyficznej, jakby nie było, diecie udało mi się wreszcie pozbyć kilku „nadprogramowych” kilogramów. Myślę, że jest to dobry początek, by osiągnąć wagę, w której będę się czuł najlepiej. Oczywiście z korzyścią dla zdrowia…

Ale od początku…

Przed wyjazdem w Himalaje zakupiłem do mojej kliniki specjalistyczny analizator składu ciała InBody 120. Jak każdy nowy sprzęt postanowiłem go osobiście wypróbować😊
Urządzenie pozwala w dokładny sposób określić m.in.:

  • masę ciała
  • masę tkanki tłuszczowej i mięśni w organizmie
  • zawartość wody, białka i substancji mineralnych
  • BMI
  • podstawową przemianę materii (BMR)

Jak wygląda badanie – bardzo prosto. Do 5 punktów ciała (4 kończyn i tułowia) podłączane są elektrody, które analizują dokładnie skład ciała.

I tak przed i po wyprawie wykonałem na sobie pomiary. Oto wyniki:

Co wykazała analiza?

  • spadek masy ciała z 87,5kg do 83,2 kg (urządzenie wskazało najlepszą dla mnie docelową masę ciała na poziomie 78,1 kg… i właśnie w takiej czułbym się najlepiej!!! Dieta, rower, wycieczki w góry… i wkrótce osiągnę swój cel 😊)
  • wskaźnik BMI z 26,4 (nadwaga) zmniejszył się do 25,1 – to o włos od górnej granicy normy dla człowieka o prawidłowej masie
  • procentowa zawartość tkanki tłuszczowej spadła z 24,1 do 23,1%
  • najwyższy spadek ilości tkanki tłuszczowej w okolicy brzucha (tutaj przyznam się – skorzystałem w międzyczasie z dobrodziejstw medycyny estetycznej – z zabiegu lipolizy. Ale o tym opowiem za chwilę…)
  • stopień otyłości zmniejszył się ze 120% do 114% – norma to poniżej 110%… jestem na dobrej drodze 😊

Analiza urządzeniem InBody jest doskonałym punktem wyjścia do ustalenia odpowiedniego jadłospisu, indywidualnie dopasowanego dla potrzeb konkretnej osoby. Dietetyk ustalając menu bierze pod uwagę nie tylko gusta kulinarne 😉, ale również skład ciała, zawartość tkanki tłuszczowej, minerałów i białka budującego mięśnie oraz zapotrzebowanie energetyczne. Dzięki dobrze dobranej diecie jesteśmy w stanie nie tylko schudnąć, ale również zadbać o nasze zdrowie. A nawet pozbyć się alergii… ale to już temat na kolejny wpis.

Wrócę jeszcze na koniec do wspomnianej lipolizy. Czasem trudno jest się pozbyć tkanki tłuszczowej z okolic brzucha, a także ud, pośladków, bioder. Zdarza się, że nawet utrata wagi nie pozwoli osiągnąć wymarzonego efektu. W takich sytuacjach pomóc może zabieg lipolizy iniekcyjnej, który doskonale modeluje sylwetkę. Zabieg polega na podaniu za pomocą igły i strzykawki preparatu eliminującego komórki tłuszczowe. W mojej klinice zabieg standardowo wykonywany jest w znieczuleniu wziewnym (podtlenku azotu) – z czego, nie ukrywam, chętnie skorzystałem 😊

Więcej informacji o lipolizie na stronie www.medycynaestetycznaborczyk.pl

12.04.2017

Wyprawa do Buddyjskiego Królestwa Lo

Otoczone grzbietami Himalajów, z daleka od cywilizacji Zachodu, nieskażone przez smog (w tym ten elektromagnetyczny), chaos i, zdawać by się mogło, wszechobecny pośpiech… Królestwo Lo, zwane także Królestwem Mustang (tybetański: Mun Tan) – to cel mojej podróży. Dołącz online do tej niesamowitej wyprawy!

Dlaczego Królestwo Lo?
Kalejdoskop wydarzeń, potok newsów i wiadomości… każdego dnia do umysłu docierają kolejne informacje. Powielają się, nakładają na siebie, coraz trudniej odnaleźć te najistotniejsze. Kolejne mazy i napisy – tablica staje się nieczytelna. By otrzymać klarowny obraz, niezbędna jest gąbka, coś, co sprawi, że będzie można na wszystko spojrzeć z innej perspektywy, z dystansem.

Wyprawiając się w Himalaje do buddyjskiego Królestwa Lo, pozbawionego zaawansowanej infrastruktury turystycznej, gdzie czas jakby zatrzymał się w średniowieczu, gdzie ludzie patrzą na świat z inaczej, bez europejskich schematów, pragnę dostrzec kontury tego, co najważniejsze. Przetrzeć własną tablicę.

Mam nadzieję, że będzie to kolejna podróż pełna nie tylko trudów, ale i pozytywnej energii, okazja do otwarcia umysłu na cudowną różnorodność świata, którą będę mógł dzielić się z Wami. Myślę, że żyjąc choć przez parę dni w warunkach pozbawionych komfortu, docenię jeszcze mocniej to, co spotyka mnie na co dzień. Przede mną 13 dni trekkingu, trzymajcie kciuki  🙂

03-04.05.2017

Po drodze do Ghami natrafiłem na odłamany ogromny fragment skały. Skała w naszej kulturze jest synonimem trwałości i niezmienności, a jednak nawet skała się zmienia. I nie da się tego naprawić i powstrzymać.

W Ghami trafiłem do nowego domu należącego do rodziny z tradycjami, z przydomowym klasztorem buddyjskim. Wnętrze było dość ciekawe, zwłaszcza konstrukcja sufitu – zresztą, zobaczcie sami na zdjęciach 🙂

Nie kupowałem plastikowych butelek, bo wiem, że kończą one pod kamieniami – zero recyklingu. Używałem jednej butelki i filtra do wody z nanocząstkami rdsrebra. Z dobrym skutkiem (y) Polecam każdemu 🙂 Głównym pożywieniem były… wegetariańskie pierożki MoMo.

Z małych-wielkich radości muszę się z Wami podzielić… moim najlepszym prysznicem w życiu! 😉 Byłem naprawdę szczęśliwy, gdy na wysokości 4 000 m. n.p.m. mogłem się umyć w gorącej wodzie. W zeszłym roku, w czasie trekkingu pod Mount Everest ciepła woda była tylko raz na trzy tygodnie.

W miejscu, gdzie się zatrzymałem, poznałem wykształconego lamę. Jego dobry angielski pozwolił na długie rozmowy. Dyskusje z miejscowymi to bezcenne doświadczenie. Wyruszając dalej w trasę, mijając buddyjskie stupy, ulokowane w pustynnych zakątkach, dotarliśmy do Tsarang, drugiego największego miasta w Mustangu. Tutaj zaciekawiła mnie konstrukcja dachu budynku, chroniąca zarówno przed gorącem, jak i zimnem. Nie sposób było nie zwrócić uwagi także na kolorowe ozdoby, które są właściwie wszędzie. Im bliżej do chińskiej granicy, tym więcej smoków.

Ponury opiekun zamku i klasztoru, gdy poprosiłem go o zdjęcie, odmienił się całkowicie 🙂 Uśmiechnięty pozwolił także na sfotografowanie wnętrz nadzorowanych budynków i ich okolicy, którymi mogę się teraz podzielić. Wewnątrz zamku na ścianie wisi zasuszona ludzka głowa – podobno zazdrosny król obciął ją twórcy budowli, by nie powstała druga równie piękna. Świetność pałacu już dawno minęła, jednak w otoczeniu parterowych domków, cztery piętra robią wrażenie. Wszędzie widać flagi z błogosławieństwami – oby wiatr rozniósł je po całym świecie!

P.S. Chińskie termosy też są wszędzie! 😉

Pozdrawiam!
R.B.

02.05.2017

Każde wejście do osady ozdobione jest odcieniami bieli, szarości i czerwieni. Ma to chronić przed demonami powietrza, ziemi i podziemi. W miarę posuwania się w kierunku granicy z Chinami pojawia się coraz więcej smoczych ornamentów w chatach. W każdym domu znajduje się buddyjski ołtarzyk, a modlitwa jest codziennym nieodłącznym rytuałem.

Krajobraz jest naprawdę ciekawy. Otaczają mnie niewyobrażalnie potężne formacje skalne z licznymi pieczarami. W ich obliczu człowiek wydaje się być wyjątkowo malutki. Podczas poruszania się po zdradliwym podłożu niezbędne są kije trekkingowe. Wysiłek się opłaca. Wkrótce docieram do przepięknego wąwozu, ciągnącego się godzinami, który zrobił na mnie większe wrażenie niż Wielki Kanion w USA.

Po drodze spotykam buddyjskie chorągiewki, które rozsyłają wypisane na nich błogosławieństwa na cały świat. Idąc po stromych, kamiennych schodach do klasztoru, umieszczonego w jaskini dowiedziałem się, że jest zamieszkiwany przez jednego mnicha. Spodziewałem się zasuszonego, starszego, zamkniętego w sobie człowieka. Tymczasem po wejściu do środka niskim wejściem, zastałem we wnętrzu wykształconego, trzydziestoparoletniego mężczyznę o wesołym usposobieniu 🙂

Rozmawialiśmy wiele o podróżach. Odwiedził Szwajcarię, Francję, Bhutan, Australię. Okazało się, że podobnie jak ja… ma implant kości biodrowej. Operacja była ponawiana (dokładnie tak jak i u mnie!), ponieważ wilgotny klimat jaskini oraz konieczność schylania się przy przechodzeniu przez niskie drzwi spowodowały dokuczliwe bóle kręgosłupa krzyżowego. Moje ogólnomedyczne wykształcenie, badanie i zawartość apteczki pozwoliły na doraźne rozwiązanie problemu 🙂 Obiecał pamięć i modlitwę.

R.B.

01.05.2017

Okazało się, że są na tym świecie rejony, gdzie nie ma zasięgu sieci komórkowej i internetu, a… ludzie żyją 🙂 Wiele wspaniałych doświadczeń i inspiracji (y)

Mustang, dawne Królestwo Lo, to pustynne tereny na wysokości powyżej 3000 m n.p.m. z dolinami pełnymi ziemi uprawnej. Na głównym zdjęciu, za mną: dolina świętej dla hindusów rzeki – Kali Gandaki. Jej kanion nawet w okresie monsunu nie jest w całości wypełniony wodą.

W pustynnym krajobrazie pojawiają się fantastyczne skalne reliefy. Można tu znaleźć skamieniałe muszle morskie – nawet na wysokości 3500 m.n.p.m.! Tu był kiedyś ocean, a teraz nieco niżej rośnie sad pełen jabłoni! To wyraźny przykład na to jak bardzo świat się zmienia.

Dzieci widząc turystów, z daleka krzyczą „słiiit”. Zainspirowany przez moją córkę rozdawałem im kredki świecowe (w pierwszej chwili interpretowane jako guma do żucia;)).

Z kolejnymi krokami naprzód, skalna rzeźba staje się coraz bardziej urozmaicona, a różnorodność jej kolorów naprawdę zachwyca.Co pewien czas (3-4 godziny) pojawiają się niewielkie osady otoczone zielenią. Widoczny na jednym ze zdjęć, słup elektryczny to już przeżytek – budynki mają niezależne zasilanie ogniwami fotoelektrycznymi.

Chorteny, buddyjskie kapliczki, są we wszystkich osadach, a nawet w niedostępnych miejscach.

R.B.

21.04.2017

Lot między ośmiotysięcznikami, w tle przez kabinę widać Dhaulagiri. Tu zaczyna się inny świat. Spokój, brak pośpiechu, prądu… za to dostatek wyjątkowej herbaty z ziołami i mlekiem (masala tea) 🙂 Ze mną przewodnik Gokarna i porter.

Na wysokości 2750 m – Jomsom. Słońce mocno operuje, dlatego dobre okulary są niezbędne. Jednak niech Was nie zmyli słoneczna pogoda, silny wiatr nie pozwala się przegrzać. Poruszamy się pustynnym szlakiem. Po 4 godzinach docieramy do Kagebani. Tutaj posterunek kontrolny – zaczyna się królestwo Lo, zwane też Mustang od tybetańskiego „mo tang”, oznaczającego żyzną powierzchnię. Nic dziwnego, Kagebani wita przyjazną zielenią. Jutro ruszamy tam, gdzie na mapie Google kończy się droga. Namaste.

R.B.

20.04.2017

Krótki postój w Pokharze. To takie tutejsze Zakopane z wieloma kramami/sklepikami 😉 Po zeszłorocznym kryzysie turystycznym, związanym z trzęsieniem ziemi w 2015 roku i ofiarami w Everest Base Camp, turystyka zaczyna odżywać. Wszędzie widać budowy, a na ulicach słychać różnorodne języki. Także tutaj Nepalczycy są niezmiennie uśmiechnięci (y) Powinniśmy brać z nich przykład 🙂

R.B.

 

19.04.2017

Jestem już w Kathmandu – stolicy Nepalu. Czas przestawiam o 5 godz. i 45 minut. Na lotnisku czeka na mnie przewodnik Gokarna, który nepalskim zwyczajem, wręcza naszyjnik z kwiatów, przypominających nagietki 🌸. Wszystkich przybywających wita także Budda – figurka z rękami złożonymi w znane nam „AMEN”. Tutaj ten gest to „NAMASTE”, w jednym z tłumaczeń: „Bóg, który jest we mnie, kłania się Bogu, który jest w Tobie”.

Nepal to drugi z najbiedniejszych krajów Azji – roczny dochód na głowę wynosi niewiele ponad 600$. Tutaj nadal występują podziały kastowe z kastą tzw. niedotykalnych, którym życzy się, by jak najszybciej odeszli z tego świata, co daje szansę na reinkarnację, odrodzenie w innej postaci. Mimo materialnej biedy, na twarzach Nepalczyków najczęściej gości uśmiech 🙂 Niesamowita życzliwość, którą nieraz trudno znaleźć w Europie. Otwarte drzwi i przyjazny wzrok spotykam niemal wszędzie, w miejscach, gdzie nie dotarła cywilizacja, dlatego w ścisłym centrum stolicy zatrzymuję się tylko na jedną noc. Miasto wypełnia gwar, kolory, kapliczki, zapach kadzidełek i… niestety wszechobecny smog. Natykam się także na… lokalny gabinet stomatologiczny 🙂 Jutro lot do Pokhary.

Dobrego dnia!
R.B.

 

18.04.2017

Podróż rozpoczęła się bez niespodzianek, może poza opadami śniegu w Warszawie ✳ 😉 Ze stolicy wylecieliśmy do Doha w Katarze. Kontakt na bieżąco, dzięki dostępowi do Internetu w samolocie ✈ (y) 🙂

Od współpasażera dowiedziałem się, że Katarczycy nie pracują, bo dostają pieniądze od państwa. Jeżeli chcą pracować, to muszą uzyskać na to zgodę, pisząc specjalne podanie (ciekawe czy chętnych nie brakuje ;)). Katar ma najwyższy dochód narodowy na głowę na świecie – ponad 20 000$. Przeciętny Katarczyk posiada kilka lub kilkanaście nowoczesnych samochodów, ogromną wille w mieście i kemping na pustyni, ma darmową opiekę lekarską i dostęp do edukacji łącznie z uniwersytetami w USA, Anglii czy Francji. Nawet opłaty za prąd i wodę pokrywa za niego państwo. Raj na ziemi? Jednak Katar w moim przypadku to tylko kilkugodzinna przerwa w podróży do… najbiedniejszego, po Bangladeszu, kraju Azji.

Pogody ducha (bo o tę za oknem w Polsce dziś trudno:()!
R.B.

 

05.04.2017

Otwarcie BODY WORLDS Łódź

Doktora Borczyka nie mogło zabraknąć na otwarciu kolejnej wyjątkowej wystawy – Body Worlds & The Cycle of Life w Łodzi. Jako medyczny autorytet, opowiadał między innymi o, niegasnącej na przestrzeni wieków, fascynacji ciałem, budową człowieka, oraz o nieocenionej wartości poznania ludzkiej anatomii.

12.02.2017

Doktor Borczyk na otwarciu BODY WORLDS

10 lutego br. doktor Roman Borczyk uczestniczył w roli prelegenta w otwarciu pouczającej, niesamowitej wystawy BODY WORLDS – VITAL w katowickim Supersamie. Pouczającej, bo pozwala poznać jak skomplikowaną i cudowną maszyną jest nasz organizm. Niesamowitej, bo niesamowici jesteśmy my – ludzie i możliwości naszych ciał.

BODY WORLDS – VITAL to kolejna odsłona projektu stworzonego przez doktora Gunthera von Hagensa, który już w latach 70’ XX wieku opracował efektywną metodę zabezpieczania ciał przed rozkładem: plastynację. Początkowo miała służyć studentom (spreparowane eksponaty stanowią doskonałą pomoc naukową), jednak z czasem, doktor Hagens postanowił wyruszyć w świat z misją szerzenia świadomości budowy i możliwości ludzkiego ciała. Tak powstał cykl wystaw BODY WORLDS, trwający do dziś.

Do 15 maja w katowickim Supersamie możemy oglądać niezwykłą ekspozycję. Dzięki niej łatwiej jest zrozumieć to jak „działamy”, uświadomić sobie jak na zdrowie wpływa nasz tryb życia, jak różne schorzenia zmieniają poszczególne organy. Jak zauważa doktor Roman Borczyk – ta wystawa otwiera oczy. Pokazuje nam, jacy naprawdę jesteśmy. Każdy człowiek jest cudem […], złożonym, działającym mechanizmem – to zawsze ciekawiło ludzi, jednak kiedyś było tematem tabu. Gdy około 400 lat temu Kartezjusz wystąpił do papieża Bonifacego VIII o zgodę na sekcję zwłok, papież ją wyraził pod warunkiem, że badacz nie będzie zajmować się duszą i umysłem. Od tego czasu medycyna zachodnia zajęła się bardziej leczeniem ciała niż duszy.

To właśnie dzięki rozwojowi medycyny, możemy dziś podziwiać i poznawać bliżej ludzkie ciało. Preparaty wykorzystane w wystawie, doskonale odzwierciedlają warunki z żywego organizmu.

– Jestem mile zaskoczony, gdy porównuje te eksponaty z preparatami z pracowni anatomicznych. Bardzo duża precyzja, utrwalone kolory – te preparaty przypominają żywego człowieka. To fascynujące – dodaje doktor Borczyk. BODY WORLDS VITAL to naprawdę wyjątkowa lekcja, na której warto być obecnym: www.BodyWorlds.pl. Polecamy!

09.09.2016

Herbalife Ironman 70.3 Gdynia 2016

6 sierpnia tego roku miałem okazję uczestniczyć w zawodach triathlonowych Ironman 70.3 w Gdyni. Początek podróży okazał się niełatwy. Pociąg, którym zmierzałem na miejsce, uczestniczył w śmiertelnym wypadku w okolicach Dąbrowy Górniczej, co skłoniło mnie do chwili refleksji nad ulotnością życia…

Zmiana trasy i perspektywa przesiadek z dwoma rowerami pod pachą (jeden mój, drugi córki, która miała do mnie dołączyć w Warszawie), nie zniechęciły mnie jednak do dalszej podróży. Tego dnia nic nie mogło popsuć mi humoru. Z pozytywnym nastawieniem ruszyłem w dalszą drogę, którą zgodnie z planem, od stolicy do Gdyni pokonałem z moją najwierniejszą fanką, córką 🙂 Podczas przejazdu mieliśmy okazję poznać rodzinę Słowaków z dziećmi i z… rowerami 🙂 Stali i bezradne patrzyli na wagony nieprzystosowane do przewozu jednośladów, dlatego ruszyliśmy z pomocą w pakowaniu się do pociągu.

W Gdyni zameldowaliśmy się z 4-godzinnym opóźnieniem. Nie czekał na nas nikt. Biuro zawódów już zamknięte. Pustka i… ulewny deszcz. Na szczęście, znaleźliśmy organizatorów i dzięki ich życzliwości udało nam się zarejestrować, odebrać materiały oraz wstawić rowery do strefy zmian.
Do hotelu dotarliśmy o 22.00. W łóżkach byliśmy jeszcze później, tymczasem rano czekała nas rozgrzewka i start w zawodach: pływanie, rower, bieganie. Zasnęliśmy błyskawicznie, a o poranku obudziliśmy się z uśmiechem.

Zalecenia trenera: bułka z dżemem, jajko.
Kolega: „zjadłem 3 jajka! Już po mnie!”.
Wesołym akcentem rozpoczęliśmy dzień zawodów, który był doskonały! 🙂

Cudowna atmosfera tworzona przez dopingujących kibiców, bębny, transparenty, okrzyki – to wszystko wywoływało uśmiech na twarzy. Do tego piękna, niepodobna do poprzedniego wieczoru, pogoda!
Ukończyłem zawody w wyznaczonym limice czasu. Zająłem 25 miejsce w swojej grupie wiekowej i po raz kolejny poczułem ogromną wdzięczność, że dałem radę, że miałem okazję wspólnie z 2 tysiącami uczestników podjąć wyzwanie! Niesamowici ludzie, poczucie wsparcia, radość, satysfakcja.
Rok przygotowań? Było WARTO!

04.03.2016

Mount Everest Trekking 2016

Doktor Roman Borczyk kolejny raz podejmuje wyzwanie: udowodnić, że większość ograniczeń tkwi w naszych umysłach! Nawet z tytanowym implantem tkwiącym w nodze można zdobyć Mount Everest Basecamp położony na wysokości ponad 5500 metrów n.p.m.! W zeszłym roku doktor dotarł do obozu Annapurna (4130 m.n.p.m) i spędził niezapomnianą Wielkanoc wśród kwitnących, himalajskich rododendronów.

Codzienna relacja z wyprawy, będzie dostępna w aktualizacjach tego postu. Kolejne etapy wyprawy, zdjęcia oraz opisy będzie można śledzić na poniższej mapie:

Dołącz również do wydarzenia na Facebook-u: www.facebook.com/events/103246826736326

Dzień 12 – 21.03.16.

Ostatnie „migawki” z niesamowitej wyprawy.
⭐ Widok na Mount Everest z Kala Pattar, najwyższego punktu tegorocznego trekkingu (wg GPS 5640 m n.p.m.).
⭐ Himalaje rozpościerające się przed nami z „poddasza świata”.
⭐ Nepalski przewodnik Gokarna szczęśliwy z dotarcia do Mount Everest Basecamp.
⭐ Piękny lodowiec Kumbu.
⭐ Kopiec z modlitewnymi chorągwiami, na których wypisane są błogosławieństwa rozsyłane z wiatrem…
Choć na podsumowania przyjdzie jeszcze czas, to myślę, że miarą wolności jest nauczyć się być szczęśliwym, bez względu na warunki, w jakich się znaleźliśmy, i być wdzięcznym za to, czym zostaliśmy obdarzeni.

Wesołych Świąt z drogi powrotnej!
R.B.

Dzień 11 – 17.03.2016

Proza życia, czyli słów kilka o nepalskiej codzienności na trasie, którą pokonaliśmy, a którą właśnie wracamy do domu.

Na wysokości ponad 3600 m n.p.m. temperatura w pokoju nierzadko osiąga zawrotną wartość nieco ponad 0 stopni Celsjusza. Nie dość, że doskwiera zimno, to jeszcze problemem staje się toaleta i nie chodzi tu tylko o utrudnioną możliwość umycia się (pierwszy gorący prysznic wzięliśmy dopiero dziś, po 10 dniach wędrówki; od 4000 m n.p.m. wzwyż pozostają już tylko nawilżane chusteczki). Nieco frustrująca może okazać się wizyta w WC – woda przeznaczona do spłukiwania ubikacji zamarza w wiadrze…

Ogrzać można się tylko zakładając dodatkowe ubrania, chowając się w śpiworze i pod kołdrą lub sącząc rozgrzewające napoje przy kozie. W schroniskach, wieczorne gromadzenie się przy piecu to wręcz miejscowa tradycja. Nic dziwnego, to najcieplejsze (co nie znaczy, że ciepłe) miejsce w pomieszczeniu.

Posiłki są raczej skromne, choć w jednej z kawiarni znaleźliśmy nawet bezkofeinową kawę 😉 Do ok. 3000 m n.p.m. mieszkańcy zajmują się często uprawą ziemniaków – tarasowe pola stanowią nieodłączny element krajobrazu.

Pozdrowienia z drogi powrotnej!
R.B.

Dzień 8-10 – 14-16.03.2016

W ciągu ostatnich 3 dni działo się wiele. Dziękuje za kciuki, na pewno pomogły w dotarciu do Mount Everest Basecamp i Khala Pattar na wysokości 5650 m n.p.m – tak, udało się! 🙂 Krótka relacja poniżej.

W naszej noclegowni w Dingboche czuliśmy się jak w lodówce – temperatura w pokoju spadła do około 2 stopni Celsjusza. Można więc powiedzieć, że o świcie wyruszyliśmy naprawdę rześcy 😉

Na wysokości 4600 m n.p.m. nasz zespół opuścił nepalski uczestnik wyprawy ze względu na ostre objawy choroby wysokościowej. Zostałem ja, kolega Jacek oraz nasz przewodnik. Kontynuowaliśmy wędrówkę docierając do Gorak Shep (powyżej 5000 m n.p.m), miejsca wypadowego do Everest Basecamp (5350 m n.p.m) oraz Khala Pattar – najwyższego punktu wyprawy. Bezustannie towarzyszyło nam słońce, jedynie od czasu do czasu w powietrzu wirowały płatki śniegu.

Niech Was jednak nie zmylą zdjęcia – pomimo pięknej pogody w dzień, w nocy na wysokości powyżej 5000 m n.p.m. w pokoju zamarzała woda, a nocleg mogliśmy porównać do drzemki w zamrażalniku. W czasie naszego pobytu tutaj aż 7 osób, ze względu na brak właściwego przygotowania, zostało przetransportowanych helikopterami ratunkowymi w dół.

Przez złe samopoczucie partnera spowodowane brakiem tlenu, na Khala Pattar wyruszyłem już tylko ja z przewodnikiem i… dotarliśmy! Według GPS postawiliśmy swe stopy na wysokości 5650 m n.p.m skąd mogliśmy podziwiać przepiękny widok na Mount Everest! Teraz już tylko… z górki 😉

Pozdrawiam!
Zmęczony, ale szczęśliwy
R.B.

Dzień 7 – 13.03.2016

W naszej obecnej noclegowni temperatura w nocy spada do ok. 4 stopni Celsjusza – czapki, śpiwory i kołdry znowu obowiązkowe! Pogoda nieco załamała się i prószy śnieg. W planie: dzień aklimatyzacji. Towarzyszący nam Nepalczyk zmaga się z objawami choroby wysokościowej – niestety musiał zostać w łóżku. Wchodzimy na 4550 m n.p.m. i schodzimy z powrotem do Dingboche. Ponownie możemy podziwiać niemalże księżycowe krajobrazy.

Jutro zdobywamy 4900 m n.p.m. Trzymajcie kciuki! 🙂

Dzień 6 – 12.03.2016

O 7:30 wyruszyliśmy z noclegowiska w dalszą podróż. Przywitało nas poranne słoneczko. Pogoda niezmiennie doskonała wbrew internetowym prognozom straszącym śniegiem i burzami.
Krajobraz robi się coraz bardziej księżycowy. Nadal spotykamy na swej drodze buddyjskie stupy – kapliczki. Dotarliśmy już do ostatnich tarasowych pól, na których miejscowi hodują ziemniaki i żegnamy się z masywem Mount Everestu – nie będziemy go widzieć przez najbliższe 2 dni. Obecnie przebywamy w Dingboche na wysokości 4330 m n.p.m.

R.B.

Dzień 5 – 11.03.2016

Wkroczyliśmy do Tengboche zlokalizowanego na wysokości 3800 m n.p.m. Na zdjęciu stoję przed wejściem do znajdującego się tutaj klasztoru buddyjskiego.
Towarzyszami dzisiejszej wędrówki były jaki (którym wiszące mosty są niestraszne :)) oraz niezwykle wytrzymali tragarze, niosący na swych plecach naprawdę pokaźne ładunki.

R.B.

Dzień 4 – 10.03.16

Dodatkowy dzień aklimatyzacji w Namache Bazaar za nami. Spędziliśmy go zwiedzając to magiczne miejsce i… wysyłając z lokalnej poczty kartki do bliskich 🙂

Nieodłącznym elementem krajobrazu Namache Bazaar są buddyjskie młynki modlitewne. Odwiedzając miejscowy klasztor, zachwyciliśmy się jego przepiękną biblioteką, w której zgromadzono starożytne manuskrypty. Wstąpiliśmy również do Galerii z obrazami ilustrującymi pierwsze zdobycie Mount Everestu – jeśli będziecie kiedyś w pobliżu, warto tam zajrzeć.

W trakcie spacerów natknęliśmy się na lśniący talerz, który wbrew pozorom nie okazał się być satelitą, a…. soczewką skupiającą promienie słoneczne, która doprowadza wodę w czajniku do wrzenia 🙂 A jeśli już jesteśmy przy tematach gorących napojów – mieliśmy okazję napić się pysznej kawy w egzotycznej nepalskiej kawiarni. Co ciekawe, dotarły tu już zachodnie trendy i można zamówić nawet bezkofeinowe cappucino 😉

Dzień 3 – 09.03.16

Namche Bazaar, 3500 m n.p.m. Jest pięknie! Widoczność doskonała. Przy takiej pogodzie, możemy do woli napawać się widokiem ośnieżonych szczytów, malujących się na tle idealnie błękitnego nieba. Co jakiś czas spotykamy jaki, które służą tutaj za środek transportu towarów.

Jeden z podstawowych przystanków w trakcie podróży, pomnik pierwszego nepalskiego zdobywcy Mount Everestu, odhaczony 🙂
W nocy temperatura spadła nam do kilku stopni w pomieszczeniu. Opatuleni w ciepłe kurtki, czapki i rękawiczki, zanurzeni w śpiworach i schowani pod kołdrą, poszliśmy spać 😉

R.B.

Dzień 2 – 08.03.16

Dziś przeszliśmy 15 km. W ciągu dnia pogoda dopisuje. Pokonaliśmy jeden z pięciu wiszących mostów i mieliśmy okazję przyjrzeć się temu, którym przechodzili pierwsi zdobywcy Mount Everestu, Edmund Hillary i Tenzing Norgay, a który obecnie jest nieużywany.

Dotarliśmy do Namche Bazaar na wysokości 3500 m n.p.m., gdzie krzyżują się drogi handlowe i turystyczne. Co ciekawe, w miasteczku można kupić właściwie kompletne wyposażenie niezbędne do trekkingu 🙂 Po drodze natknęliśmy się na dom zniszczony przez ostatnie trzęsienie ziemi – symbol tego, że w obliczu natury jesteśmy tacy malutcy…

Gorące pozdrowienia z zimnych Himalajów!

R.B.

Dzień 1 – 07.03.16

Wraz z przewodnikiem dotarliśmy do Lukli na pokładzie niewielkiego samolotu. Podczas tej podróży widoki zza okna zapierały dech w piersiach – to była najlepsza zapowiedź czekającej nas przygody! Po wylądowaniu na stromym pasie nie szczędziliśmy braw dla pilota 🙂 .
Przeszliśmy kilka kilometrów na wysokości 2800-2600 m n.pm. Na szczęście internetowa prognoza pogody zupełnie się nie sprawdziła. Zamiast przepowiadanego deszczu, mieliśmy idealne warunki do trekkingu i mogliśmy delektować się doskonałymi widokami. Wzdłuż trasy nie brakowało buddyjskich świątyń.
Wieczór spędziliśmy przy… kozie! Dzięki niej temperatura w pokoju nie spadła poniżej 10 stopni 🙂

R.B.

12.08.2015

GDYNIA HERBALIFE TRIATHLON

Kto pokonuje innego człowieka – jest silny.
Kto pokonuje samego siebie – jest wszechwładny.

Lao Tzu

Wreszcie nadeszła ta wyczekiwana data. Pełen obaw, ale i ekscytacji pojechałem do Gdyni, by stawić czoła własnym słabościom. 8 sierpnia 2015 wraz z 999 innymi śmiałkami wystartowałem w tegorocznych zawodach triathlonowych Ironman.

Pewien niepokój wzbudzał mój nieodłączny od 4 lat towarzysz – tytanowy implant w nodze, pamiątka po poważnym wypadku. Wprawdzie w ramach rehabilitacji, komunikację miejską zastąpiłem rowerem (którym dojeżdżam do pracy również zimą), jednak daleko mi do sportowych wyczynów. W głowie kotłowały się pytania o to czy dam radę, czy dotrwam do końca… Mimo wątpliwości decyzja zapadła. Wyzwanie zaakceptowane! I tak oto 8 sierpnia z samego rana pokonywałem fale Bałtyku.

Nie wiem czy to zasługa wspaniałej atmosfery zawodów czy moc kibicowania mojej córki, ale osiągnąłem życiowe rekordy w pływaniu w morzu na dystansie 0,75 km, biegu na 5 km i jeździe na rowerze na trasie 20 km! W triathlonowym sprincie zmieściłem się w regulaminowym czasie 2 godzin. Z moich obserwacji wynika, że tytanowy implant w nodze spisuje się równie wyśmienicie jak implanty zębów 😉

Pełen energii i radości, z przekonaniem, że ograniczenia tkwią głównie w naszych umysłach i jeśli się postaramy możemy je pokonać, wracam do treningów przed kolejnymi zawodami.

23.06.2015

MIKROSKOPOWE USUWANIE ZĘBÓW MĄDROŚCI

Trzecie zęby trzonowe dolne, potocznie nazywane zębami mądrości mogą stwarzać wiele problemów. Ich niekorzystne położenie może skutkować wadami zgryzu, próchnicą zębów sąsiednich oraz nawracającymi stanami zapalnymi dziąsła. Często są mocno zniszczone, ponieważ ich położenie determinuje gorszy dostęp do zabiegów higienicznych. W skrajnych przypadkach są przyczyną dużych torbieli żuchwy i zatok szczękowych, które stanowią wskazania do poważniejszych zabiegów chirurgicznych.

Usuwanie zębów mądrości jest jednym z najtrudniejszych zabiegów stomatologicznych. Ze względu na bliskość ważnych struktur anatomicznych, takich jak naczynia i nerwy, wymaga odpowiedniego zaplanowania zabiegu na podstawie tomografii komputerowej. W trakcie usuwania ósemek wykorzystujemy mikroskop neurochirurgiczny, który zapewnia dokładny wgląd w okolicę zabiegu i eliminuje możliwość powikłań okołozabiegowych. Cały zabieg przebiega pod kontrolą dwóch lekarzy, co znacznie przyspiesza całą procedurę i czyni ją jeszcze bezpieczniejszą.

W miejscu po usuniętym zębie mądrości stosujemy stożki kolagenowe, które zapobiegają zapadnięciu tkanek oraz aplikujemy miejscowo ozon, który dezynfekuje przestrzeń po usuniętym zębie. Podczas wizyty wykorzystujemy także laser biostymulacyjny i pole magnetyczne niskiej częstotliwości, które przyspieszają gojenie.

Jak ważne są to czynniki pokazują wizyty pacjentów spoza naszej kliniki, u których podczas chirurgicznego usuwania ósemek nie korzystano z tomografii i mikroskopu, co skutkowało porażeniem nerwu podjęzykowego i utratą mowy.

Jeśli boisz się tradycyjnej ekstrakcji zębów mądrości i chciałbyś dowiedzieć się więcej o mikroskopowym usuwaniu, sprawdź:

borczyk.pl lub zadzwoń bezpośrednio do kliniki: 32 493 13 75

17.04.2015

WIELKANOC W HIMALAJACH

Okres Wielkanocny przyszło mi w tym roku spędzić w Himalajach. Samotny trekking nastrajał do przemyśleń. Nepal jest jednym z najbiedniejszych krajów Azji opierającym swój dochód na turystyce. Poza stolicą Katmandu ceny są zdecydowanie niskie. Nocleg w Sanktuarium Annapurny to 6 zł , Obiad -lokalny dal bhat 10zł.  Dostarcza energii na cały dzień.

Kontrast z biedą to uśmiech wymalowany na twarzach Nepalczyków i życzliwość. Żadnej agresji. Pogoda, jak to w górach , zmienna. Ostatni dzień wejścia na Annapurna Base Camp przeszedłem w deszczu. Temperatura w nocy wynosiła -9 stopni 🙂  Brak możliwości suszenia ubrań skłonił mnie do wejścia do śpiwora w 3 parach mokrych spodni, 3 koszulkach i mokrej kurtce.
Rano wszystko było suche a na niebie świeciło piękne słońce. Powrót do Europy uświadomił mi jak piękny bogaty jest nasz kontynent 🙂

23.01.2015

SZANSE SKUTECZNEGO LECZENIA

Miałem okazję i zaszczyt w latach 2006-2008 pracować w jako doradca w radzie naukowej firmy w USA. Celem było wprowadzenie nowych technologii na rynek stomatologiczny. Amerykanie planowali ekspansję na rynek Europy środkowo-wschodniej z wykorzystaniem starszych technologii chcąc je zastąpić nowymi na swoim rynku. Kryzys 2008 roku zmodyfikował te pomysły.
Nowe technologie, chociaż sprawdzone i zarejestrowane, zostały odłożone na półkę do lepszych czasów. Bezpośredni kontakt ze najnowszymi wynalazkami w czasie nawiązania współpracy z Las Vegas Institute pozwolił mi na wprowadzenie do naszego zespołu lekarzy nowych metod postępowania z zastosowaniem mikroskopu do neurochirurgii w wykonywaniu małoinwazyjnych zabiegów.
Wprowadziliśmy nowe zastosowanie ozonu do przyspieszenia gojenia i 3 krotne zwiększenie skuteczności leczenia endodontycznego dzięki wykorzystaniu złota i srebra. Wprowadzenie specjalnego urządzenia endodontycznego Nanotec Endo produkowanego we współpracy ze szwajcarska firmą Nouvag zwiększyło stopień oczyszczenia kanałów korzeniowych o 30% i pozwoliło na udzielenie dożywotniej gwarancji na leczenie kanałowe.
Cieszę się, że chociaż metody te nie są powszechnie znane, bo w USA zadecydowaniu o ich nierozpowszechnianiu ze względu na konkurencyjność względem dotychczasowych, starych metod. W związku z tym mogą być stosowane z korzyścią dla Naszych Pacjentów.

Link poniżej zawiera film, który przedstawia mozliwości mikroskopu do neurochirurgii.

http://youtu.be/3wUsSQE1fCk