Wyprawa do świętego jeziora Gosaikunda w Himalajach

Moja narzeczona pytała przed wyjazdem: po co ty tam jedziesz? Dlaczego Nepal? Dlatego, że to miejsce niezwykłe, gdzie czas się zatrzymał. Tutaj można zrozumieć, co tak naprawdę jest w życiu ważne. Radość z kubka ciepłej herbaty czy miski ryżu z warzywami. Otwartość na innych ludzi (tutaj nikt nie zamyka domów). Uśmiech, mimo trudów życia. Wizyta w Langtang to cenna lekcja, by być wdzięcznym za to, co się ma.

Do doliny Langtang w Himalajach wybrałem się z moim kolegą Mieszkiem nieprzypadkowo. W 2015 roku, w tydzień po naszym wyjeździe z Nepalu, potężne trzęsienie ziemi zrównało z ziemią całe wioski. Langtang był rejonem najbardziej dotkniętym klęską. Dzięki zyskom z turystyki, ma szansę na odbudowę.

Nad lotniskiem krążyliśmy bez końca. Wszystko przez burzową pogodę, która uniemożliwiała bezpieczne lądowanie. Za kolejnym podejściem wreszcie się udało i… musieliśmy zmierzyć się z bardziej przyziemnym wyzwaniem. Przejście przez odprawę wizową w Katmandu i odnalezienie własnego bagażu, uczy cierpliwości. W końcu jednak miasto powitało nas wszechobecnym smogiem.

Ze stolicy Nepalu ruszyliśmy w kierunku doliny Langtang. Czekały nas gliniaste drogi, osuwiska skalne, niekończący się deszcz. Samochody trzeba było często wesprzeć siłą ludzkich mięśni, by wtoczyły się pod górę. To była trudna podróż. Niecałe 100 km pokonaliśmy w 9 godzin!

Umęczeni dotarliśmy do Syapru Besi (28°9′50″ N 85°20′16″ E). Ciepły posiłek i dach nad głową wystarczył, by się uśmiechnąć. Mimo że to dopiero początek przygody, już z tęsknotą wspominamy domowe pielesze. Na rozmyślania nie ma jednak zbyt wiele czasu. Trzeba spać. Rano pobudka o 6:30, śniadanie i piesza wędrówka.

8.4 – Syabru Besi do Lama Hotel – 2210 m
9.4 – Lama hotel do Langtang – 3330 m
10.4 – Langtang do Kyanjing Gompa – 3850 m
11.4 – Kyanjing Gompa do Tesku Ri – 4984 m i z powrotem
12.4 – Kyanjing Gompa do Lama hotel
13.4 – Thulo Syabru – 2200 m
14.4 – Lauri Bina – 3910 m
15.4 – Goisakunda-święte jezioro hinduskie i buddyjskie – 4381 m
16.4 – Chandan Bari – 3330 m
17.4 – Dhunche – 1960 m
18.4 – Katmandu

07.04.2019

08.04.2019

09.04.2019

10-12.04.2019

Bajkowy las! Niezwykle malownicza droga z wioski Lama Hotel do miejscowości Langtang. I te rododendrony! Trudno wzrok oderwać! Wędrowaliśmy przez piękne miejsca, choć równie niebezpieczne. Często spadają tutaj lawiny skalne, o czym informuje wielka żółta tablica, której nie sposób nie zauważyć. Z każdym kolejnym krokiem napotykamy chorągiewki i młynki, które rozsiewają wokół błogosławieństwa.

Powyżej 3500 m n.p.m. podstawowym środkiem transportu są jaki. Mamy wiernych obserwatorów w postaci małp. Jesteśmy też monitorowani z powietrza – naszą drogę śledzi przez pewien czas orzeł.

W końcu docieramy do tabliczki, upamiętniającej trzęsienie ziemi z 2015. Zginęło wówczas 200 osób, w tym 80 turystów. Przystajemy w miejscu, gdzie wielka lawina zmiotła całą wioskę. Mieszkańcy, którzy ocaleli wybudowali w niedalekiej odległości nowe domy. Nie poddali się.

Nasze warunki jak na Himalaje są bardzo komfortowe. Mamy ciepłą wodę w łazience, co tu zawsze bardzo cieszy! By uchronić nas przed złą energią i zapewnić szczęście jesteśmy okadzani – teraz możemy kontynuować podróż na szczyt!

Maszerujemy wzdłuż doliny Langtang w kierunku lodowca, a karawana mułów pomaga w noszeniu wszystkiego, co niezbędne do życia na takich wysokościach. Mijamy buddyjskie stupy (kapliczki) i podziwiamy widoki zapierające dech w piersiach. 5000 m n.p.m. Tsarang Ła! By dotrzeć na Tsergo Ri (inaczej Chergori) musieliśmy pokonać strome, ośnieżone pole i uwierzcie, na tej wysokości każdy krok w górę wymaga dużego wysiłku. Kolega Mieszko stwierdził, że zmęczył się mocniej niż w zawodach Iroman, w których startuje. Jednak o naszą motywację dba przewodnik Kriszna. Daliśmy radę! Tu na szczycie również można zobaczyć tablicę upamiętniającą trzęsienie ziemi sprzed kilku lat. To kolejne przypomnienie, że natura jest piękna, ale i nieprzewidywalna. W starciu z żywiołem człowiek nie ma szans.

Namaste
R.B.

12-16.04.2019

Z dostępem do Internetu bywa tutaj różnie, stąd takie przerwy w mojej relacji – mam nadzieję, że do wybaczenia

Uśmiechy na twarzach Dzieci to najpiękniejsze, obok malowniczych krajobrazów, widoki! Maluchy cieszą się z najmniejszych prezentów.

Na swojej drodze napotykamy tarasy obsiane roślinami uprawnymi. Rolnictwo w tym miejscu na pewno nie należy do najłatwiejszych. Do Thulo Syabru (2200 m n.p.m.) wracamy przez dżunglę. Turyści pozdrawiają się nepalskim „Namaste”, co oznacza „Bóg, który jest we mnie, kłania się Bogu, który jest w Tobie” lub prościej „Pokłon Tobie”. Słowne pozdrowienie powinno być połączone ze złożeniem dłoni razem, jednak ludzie najczęściej ograniczają się do słów. A tych może zabraknąć, gdy… czeka nas kolejny wiszący most do przebycia! Wrażenia niezapomniane, choć przewodnicy i towarzyszące nam juczne zwierzęta wydają się być niewzruszeni. Zapewne pokonują tę trasę dziesiątki, jeśli nie setki razy rocznie.

W oddali widzimy górę Ganesh – od imienia bóstwa obfitości z głową słonia. Za to z bliska dostrzegamy po raz kolejny skutki trzęsienia ziemi – buddyjską świątynię w trakcie odbudowy. W środku medytuje mnich.

Dziś wyruszamy w stronę świętego jeziora Gosaikunda. Cel coraz bliżej!

17-18.04.2019

Idąc przez przepiękny, bajkowy las, w którym drzewa wyglądały, jakby wyjęte z powieści Tolkiena, pokonując we mgle strome podejścia (niektóre skały kojarzyły mi się z okolicą Świnicy w Tatrach), w końcu dotarliśmy do jeziora Gosaikunda.

Hinduska opowieść głosi, że bóg Śiwa w walce z diabłem połknął całą truciznę zatruwającą świat, po czym bardzo zachciało mu się pić. By ugasić pragnienie, uderzył włócznią w kształcie trójzęba (jak u Neptuna) w skałę, z której trysnęła woda. Ta woda to dziś właśnie jezioro Gosaikunda (inaczej Gosainkund).

Co roku w sierpniu, w czasie pełni księżyca przybywa tutaj około 25 tysięcy ludzi na rytualne obmycie (jak chrzest w religii chrześcijańskiej). Pomimo niesprzyjającej pogody, zanurkowałem w wodach świętego jeziora. Niezwykłe przeżycie!

Jak wygląda wieczór w tej okolicy? Wszyscy siadamy prze kozie. Niestety nie ma ani bieżącej wody, ani z beczki, bo zamarzła.

Na jednym ze zdjęć możecie zobaczyć płaskorzeźbę Ganeśa, syna Śiwy. Istnieje kilka wersji jego historii. W tej którą usłyszałem ja, gdy Śiwa wrócił do domu uznał, że Ganes jest owocem zdrady żony i obciął dziecku głowę. Po chwili jednak stwierdził, że zrobił źle i postanowił, że przywróci go do życia, dając mu głowę pierwszego napotkanego zwierzęcia – był to słoń.

W ostatni dzień trekkingu skusiłem się na Dal Bhat – tradycyjny nepalski posiłek, złożony z parowanego (lub gotowanego) ryżu oraz zupy z soczewicy. Polecam.

Z Himalajów przywożę nie tylko pozytywne emocje i utratę wagi, ale i wiedzę w tematach, którymi medycyna zachodnioeuropejska nie jest zainteresowana. Przede wszystkim zamiast leczyć się całe życie, lepiej żyć zdrowo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *